Co on sobie myślał?! Że będzie mnie ciągał po całym Londynie? Że rzekomo "Da mi szansę"? - myślałam, nadal wściekła maszerując przed siebie. Wtedy już nawet nie pamiętałam o zawiadomieniu od właściciela mieszkania. Teraz liczyło się co innego.
-Ten to ma tupet... - mruknęłam sama do siebie.
Jak mu było? To było coś na E... Ed? Chyba.
Gdy tak rozmyślałam, nawet nie zauważyłam, że jestem na rynku. Czyżby rutyna? Wzięłam też gitarę, chociaż było już grubo po 20. Ot, zwykłe przyzwyczajenie. Praktycznie wychodziłam tylko raz w ciągu dnia - żeby iść grać...
Zaburczało mi w brzuchu. Nie dziwota, skoro nie jadłam od dwóch dni; ani śniadania, ani obiadu, ani kolacji. Rozejrzałam się. Wokół świeciły się lampy oświetlając czarne, drewniane ławeczki. W nocy było tu pięknie. W ciągu dnia, kiedy stały tu stragany, przechodzili ludzie, raczej nie można było dostrzec uroku tego miejsca. Dawniej były tu kwietniki, ale jacyś debile je ukradli. Nigdy nie myślałam o takich rzeczach siedząc tu i grając na gitarze. Zwracałam uwagę tylko na to, co gram i jak gram. Czy naprawdę musiałam uciekać od jakiegoś faceta, żeby to zobaczyć? To wszystko jest dziwne, ale pora wracać. Tym bardziej, że po 21 gaszą latarnie.
Szłam wolnym krokiem przez Nothingam Street. Widziałam już mój blok, zapalone światła w oknach mieszkań i wejście do klatki schodowej. Chodzenie po starym, połamanym chodniku sprawiało trudności; szczególnie w nocy, kiedy nic nie widać. Czarny, ceglany budynek zdawał się być zamkiem; wysokim, potężnym i solidnym. Ha, nigdy nie dostrzegałam tego, kiedy świeciło słońce. Kiedy poddawałam się swoim rozmyślaniom, kątem oka dostrzegłam gdzieś mały ruch. Zignorowałam go. Tłumaczyłam go sobie zwykłym liściem, czy ruszającą się na wietrze gałązką, czymkolwiek. Wyciągałam klucze do mieszkania, kiedy ktoś nagle szarpnął mnie za ramię. Padłam na ziemię nie mogąc się podnieść. Ręka bardzo mnie bolała, upadłam na nią. Z szoku nie mogłam powiedzieć ani słowa. Przede mną stał rosły mężczyzna.
- Sprawiłaś nam zbyt dużo kłopotów. Zaraz potem przyjechały psy i nas ściągnęły. Pożałujesz tego, szmato!
Wymierzał już cios, kiedy nagle odzyskałam głos. Wykorzystałam to i wrzasnęłam z całej siły. Nie przeszkodziło mu to. Uderzył mnie w chorą rękę. Cholernie bolało. Zdzielił mnie znowu, tym razem w brzuch. Skuliłam się z bólu, zdążyłam tylko cicho wyszeptać:
- Proszę, przestań...
Uśmiechnął się krzywo, jakby to, co robił sprawiało mu przyjemność.
Zamknęłam oczy czekając na kolejne uderzenie. Nic jednak nie nastąpiło. Mężczyzna stał przede mną i powoli się wycofywał. Nie mogłam dostrzec, co go do tego skłoniło, ponieważ nie miałam nawet możliwości, aby podnieść głowę. Usłyszałam tylko jak uciekał, a po chwili ktoś do mnie podbiegł. Podniósł mnie i posadził na jakiejś ławce. Widziałam tylko rozmazane obrazy
- Halo? Proszę o karetkę na Nothingam Street. Dziękuję.
To był głos Eda! Skąd on się tu wziął?
Niedługo potem przyjechała karetka i zabrała mnie do szpitala. Według lekarzy miałam złamaną rękę i mocno obity brzuch. Po otrzymaniu tej wiadomości, oddałam się odpoczynkowi. Nie trwał on jednak długo, ponieważ zaraz po tym pielęgniarka oznajmiła mi, że ktoś chce mnie odwiedzić. Zdziwiłam się, bo nie znałam nikogo, kto wiedziałby o mojej wizycie w szpitalu poza lekarzami. Chwilę później drzwi lekko się uchyliły i wszedł przez nie Ed.
- Cześć...
- Cześć, usiądziesz?
Skinął głową, po czym usiadł na małym stołku obok mojego łóżka.
- To... Skąd się wziąłeś, tam, wtedy...
- Czekałem na ciebie aż wrócisz. Nie potrafiłbym pójść sobie, wiedząc, że jesteś sama na mieście, do tego w nocy... Usłyszałem twój krzyk i przybiegłem.
- Dziękuję ci, uratowałeś mi życie.
- Każdy by to zrobił, nie ma sprawy.
- Przepraszam, że tak na ciebie wtedy naskoczyłam, ale praktycznie to już nie mam gdzie mieszkać. Straciłam mieszkanie.
- Och... Mogę ci jakoś pomóc?
- Nie trzeba, jakoś sobie poradzę... Są przecież przytułki.
- Dobrze, gdybyś potrzebowała pomocy, to możesz na mnie liczyć. Muszę lecieć, zdrowiej.
Wyszedł, zostawiając mnie samą.
____________________________________________________________
Cześć c: Daaaaawno nie było rozdziału. Niestety, dużo nauki, brak weny. Codziennie jednak miałam wyrzuty sumienia, że nic nie piszę. Trzymajcie się
~Sheers