piątek, 3 października 2014

Rozdział VI



                 Obudziłam się, a do moich uszu dobiegły dźwięki dochodzące z kuchni. Ruszyłam w jej stronę i zobaczyłam Eda.
- Cześć - zagadnął - jak się czujesz?
- Dobrze, dziękuję. Kiedy idziemy do twojego managera mnie skompromitować?
- Nie mów tak.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Co zjesz? - spytał Ed.
- Dziękuję, nie jestem głodna. 

- Więc w takim razie... Idziemy za godzinę. No, ale chyba nie pójdziesz w tym? - pokazał na stare, podziurawione jeansy leżące na mojej torbie.
- Ale jesteś świadom tego, że nie mam żadnych ubrań oprócz tych, prawda? 
- Nie musisz mieć. Czy wystarczy ci 100 funtów, aby kupić coś... Eeeee, coś lepszego niż to?
Wywróciłam oczami, myśląc, że to żart. Spojrzałam na niego ponownie. Patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Ale ty wcale nie żartujesz.
- Dlaczego miałbym żartować?
- Ed, dopiero kilka dni temu się poznaliśmy.Nie uważasz, że kupowanie obcej dziewczynie ubrań jest conajmniej dziwne?
- Skoro tak bardzo zależy ci na tym, żęby mnie poznać, to siadaj na kanapę i opowiedz mi o sobie - powiedział, po czym zawadiacko się uśmiechnął.
Nie byłam pewna, czy on mówi to wszystko na serio, czy żartuje ze mnie.
- To tak...Mam 21 lat, przyjechałam do Londynu 3 lata temu i przez cały ten czas robiłam to samo - grałam. Trochę śpiewam i... to chyba tyle. Raczej nie jestem interesującą osobą.
- 23 lata, gram na gitarze, śpiewam, kupuję obcym dziewczynom ubrania...
- W takim razie, było mi bardzo miło pana poznać - uśmiechnęłam się, po czym dodałam - I naprawdę, mogę być ubrana nawet w najlepsze ciuchy, ale to nie zmieni tego, że nie jestem najlepsza w graniu na gitarze. Nadal nie mogę pojąć tego, jak mogłeś powiedzieć o mnie managerowi...

- Masz strasznie niską samoocenę.
- Nie, po prostu...Ech, dobra, pójdę się przebrać...
Szczerze, to wstydziłam się chodzić w tych "ubraniach". Może znajdę jakąś pracę i zarobię? Mogłam wziąć pieniądze od Eda, ale wolałam na nie uczciwie zapracować.
Wyszliśmy z mieszkania i udaliśmy się do samochodu.
- Wzięłaś gitarę? - spytał.
- Tak, leży z tyłu.
Ed podjechał pod bramę ogromnego wieżowca i zaparkował auto. Zabrałam mój instrument i podążałam za mężczyzną. Ed zapukał do drzwi jednego z mieszkań, a po chwili otworzył nam wysoki brunet.
- Cześć, Ed. To ona...?
- Tak. Mary, to jest Alex, mój manager.
- Miło mi poznać - nieśmiało szepnęłam.
- Mi także. Wejdźcie.
Przeszliśmy przez próg, wchodząc do obszernego pomieszczenia.
- Siadajcie - wskazał na skórzaną kanapę.
Sam przysiadł na brązowym fotelu.
- Sądzę, że ma wielki potencjał - zagadnął Alexa Ed - Mary, może coś zagrasz?
- Pewnie, tylko co? - powiedziałam lekko.
- Wybierz coś, pozostawiam to tobie.
W końcu wybrałam 'Nothing else matters',  Metalliki. Jedna z moich ulubionych piosenek, do której miałam sentyment. Skończyłam grać i rozejrzałam się.
- I co sądzisz Alex? - spytał Ed.
- Sądzę, że powinniście razem coś nagrać.
- Przepraszam, ale to zły pomysł. Jestem tylko amatorką, nie gram zbyt dobrze, ze śpiewem też nie jest najlepiej. Przecież wiadomo, że Ed jest o 100 razy lepszy... - spuściłam głowę i czekałam na odpowiedź.
- Nie żartuj, jak tylko przyjdziecie do mieszkania, zabierajcie się do roboty - powiedział Alex.
_________________________________________________________________________

Cześć :} Jest czas, jest wena, jest rozdział. Chciałam właśnie ten zadedykować osobom z czatu LB, które są dla mnie ogromną motywacją i wsparciem. Dziękuję Wam.
Trzymajcie się
~Sheers


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz