wtorek, 7 października 2014

Rozdział VII


                          Po wyjściu z mieszkania Alexa przystanęliśmy oboje przed wieżowcem. Ed wydawał się być zadowolony z polecenia managera. 
- To... Kiedy zaczynamy? - spytał z nieukrywaną radością.
- Ed... Ja naprawdę nie jestem kimś, kto umiałby pisać piosenki. Wybacz mi, ale tak chyba będzie lepiej...
- Och...Jesteś pewna?
- Tak. Poza tym, muszę w końcu trafić do tego schroniska. Dobrze byłoby załapać się na jakieś wolne miejsca.
- Chyba mi nie powiesz, że wolisz spać w schronisku, niż u mnie?
- Nie o to chodzi, Ed... Chcę po prostu znaleźć pracę i kupić mieszkanie. Nagrywanie piosenek nie jest dla mnie. Uwierz mi, znajdziecie kogoś o sto razy lepszego. Możesz mnie odwieźć, żebym mogła zabrać swoje rzeczy?
- Aaa...Taak, jasne.
Wsiedliśmy do samochodu, a reszta drogi minęła w ciszy, nieprzerwanej żadnym dźwiękiem.

Ed otworzył drzwi i weszliśmy do mieszkania. Wzięłam do ręki torbę, gitarę i stanęłam w wejściu. Popatrzyłam w niebieskie oczy mężczyzny i dostrzegłam w nich smutek.

- Ale odwiedzisz mnie jeszcze, prawda? - spytał cicho.
- Chciałabym, ale... - zaczęłam, jednak poczułam, że łzy cisną mi się do oczu - Trzymaj się - rzuciłam szybko i zbiegłam po schodach.

Padał deszcz, a ja szłam przez rynek, w kierunku schroniska. Było bardzo zimno, nawet jak na październik. W końcu dotarłam pod stary, zniszczony budynek. Weszłam do środka, a od razu poczułam fetor alkoholu. Pracująca tam kobieta poinformowała mnie, że nie ma już miejsc. W mieście nie było już innego azylu, gdzie mogłabym za darmo przenocować. W pewnym sensie był, ale...powrót w tym czasie nie byłby dobrym pomysłem. W oczach Eda  i tak od początku jestem tylko bezdomną sierotą. Schowałam ręce do kieszeni płaszcza i wyczułam w nich kawałek papieru. To było 100 funtów. Nie trzeba się domyślać, skąd się tam wzięło. Postanowiłam je oddać i ruszyłam w stronę apartamentowców.
Deszcz nie oszczędzał mnie, więc kiedy dotarłam pod bloki, byłam cała mokra. Stanęłam przed drzwiami z numerem 45, odetchnęłam głęboko i zapukałam lekko. Drzwi otworzyły się niemal błyskawicznie, a w nich ukazał się nikt inny, jak Ed.

- Ekhem...chciałam ci to zwrócić - powiedziałam, po czym wyciągnęłam w jego stronę banknot.
Mężczyzna patrzył się na mnie cały czas, najwyraźniej nie dowierzając.
- Ed?
- Mary...? Coś się stało?
- Nie, nic. Chciałam ci tylko zwrócić pieniądze.

- Aaaa... Zameldowałaś się w schronisku?
- Właśnie, jest taki problem, że nie ma miejsc... - dodałam ze skrępowaniem.
- W takim razie nie masz wyboru - uśmiechnął się przekornie - jesteś skazana na mnie.
- Chciałam ci podziękować, za to wszystko, co dla mnie robisz...
- Nie masz za co. A teraz bierz gitarę i siadaj na kanapie.
- Nie, ty chyba nie... Ed, to nie wypali.
On mnie już nie słuchał. Siedział na sofie i stroił swój sprzęt. Chcąc nie chcąc przyłączyłam się do niego. Chwilę później razem próbowaliśmy stworzyć jakąś melodię, co niekoniecznie nam wychodziło. Trwało to około godziny, ale potem stwierdziłam, że się przeziębiłam. Było mi zimno, a dreszcze przeszywały całe moje ciało.

Starałam się nie zasypiać, co było w tej chwili jedną z najtrudniejszych rzeczy do wykonania.  Osunęłam się z oparcia kanapy, jednak nadal czuwałam. Ed przestał grać, po czym wstał, pochylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Przez chwilę słyszałam jego kroki oddalające się w stronę sypialni, a potem zasnęłam.

_________________________________________________________________________
Cześć :) W tym tygodniu możecie się spodziewać jeszcze jednego rozdziału, ze względu na maaasę wolnego czasu. Mam nadzieję, że ten jest jednym z ciekawszych, bo w końcu stało się to, na co czekaliście :)

~Sheers





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz