piątek, 17 października 2014

Rozdział VIII


              Ze snu wybudził mnie głos Eda. Siedział w sypialni i grał. W drzwiach można było dostrzec jego sylwetkę. Usiadłam powoli na kanapie i zaczęłam słuchać.
"Give me love, like never before,
Cause' lately I've been craving more.
And it's been awhile, but I still, feel the same.
Maybe I should let you go.
You know I'll fight, my corner,

and that tonight, I'll call ya,
after my blood is drowning in alcohol.
No, I just wanna hold ya..."

Przerwał, po czym ciężko podniósł się z łóżka. Ruszył widocznie zamyślony w stronę salonu. Wydawał się być zaskoczony moim widokiem.- Cześć - zagadnęłam, po czym się uśmiechnęłam.- Cz-cześć...d-dawno wstałaś? - jąkał się.
- Chwilę temu. Masz jakieś plany na dziś?
- Chyba nie...aaa ty?
- Chciałam pójść na rynek, żeby pograć, ale ból gardła mi to skutecznie uniemożliwił.
- Przecież nie musisz grać! Wiesz przecież, że zawsze mogę ci pożyczyć pieniądze.
- Ed, to nie jest w porządku, że ja żyję na twój koszt. Chciałabym przynajmniej trochę się dołożyć do wydatków.
- Daj spokój. Kiedyś mi oddasz - dodał zaczepnie. - Co zjesz?
- Co tam masz, obojętnie.
Stałam oparta o blat kuchenny, po czym przypomniałam sobie o zdarzeniach z wczorajszego wieczoru. Zdaje się, że Ed myślał, że spałam. Nie wiedziałam co o tym myśleć, ale też nie chciałam tego specjalnie dociekać.
Udałam się do salonu i przysiadłam na kanapie. Chwilę potem dołączył do mnie Ed, wręczając mi talerz z tostami.
-Too...myślisz, że moglibyśmy dzisiaj popracować nad piosenką? - spytał nieśmiało.
- Od razu mówię, że dzisiaj mój głos nie nadaje się do niczego.
- Na to i tak jeszcze za wcześnie - powiedział - najpierw przydałoby się ułożyć melodię i zapisać tekst.
- Więc myślę, że możemy spróbować. Kiedy zaczynamy?
- Od zaraz. Bierz gitarę.

Podniosłam instrument, oparty o kanapę. Ed udał się do sypialni gdzie zostawił swój.
Poczułam, że gorączka znowu atakuje moje ciało, a chwilę potem wstrząsnęły mną gwałtowne dreszcze. Skuliłam się czekając na mężczyznę. Wrócił chwilę później. Usiadł na kanapie i bez słowa zaczął coś grać. Postanowiłam pójść w jego ślady i również próbowałam tworzyć. Znowu poczułam dygotanie. Nagle Ed wstał gwałtownie i ruszył do garderoby. Zdziwiona jego reakcją odwróciłam się w tamtą stronę. Wracał. Trzymał w ręku koc. Nakrył mnie nim i objął ramieniem. Nagle poczułam rozchodzące się po moim ciele ciepło. Odetchnęłam głęboko i przymknęłam oczy. Czułam się z nim bezpiecznie. Tak naprawdę, nigdy nie chciałam stąd odchodzić. Było mi z nim tak dobrze. Nigdy w życiu nie zaznałam takiego ciepła, takiej dobroci. Doznałam tutaj więcej szczęścia w kilka dni, niż przez kilkanaście lat mieszkając z rodziną. Przytuliłam się mocno do Eda i uroniłam kilka łez. Łez szczęścia.
_________________________________________________________________________
Cześć. Rozdział trochę krótki, ale uznałam, że nie można go inaczej zakończyć :)
~Sheeraneiro







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz