Było jakoś około 18, kiedy dotarłam pod mój dom. Wyciągnęłam klucze z kieszeni płaszcza i włożyłam do zamka. Weszłam do klatki schodowej i skierowałam moje kroki w kierunku skrzynek na listy. Wejrzałam przez małe wcięcie do wrzucania korespondencji. Coś tam było. Wybrałam mały, czarny kluczyk spośród kilku innych i go przekręciłam. Wyjęłam małą kopertkę, lecz postanowiłam otworzyć ją dopiero w mieszkaniu. Weszłam po schodach, po czym znalazłam moje drzwi pośród kilku innych i weszłam. Położyłam gitarę na materacu, zdjęłam płaszcz i usiadłam na taborecie. Wzięłam kopertkę w obie ręce i rozdarłam papier paznokciem. Wyciągnęłam małą karteczkę.
"Szanowna P. Sadowski, ze względu na brak opłat za mieszkanie, za bierzący i zaległy miesiąc, jest Pani zmuszona się wyprowadzić w ciągu 2 tygodni (słownie: dwóch) i dokonać wpłaty zaległych rachunków na moje konto w ciągu 6 miesięcy (słownie: sześciu).
Właściciel."
Upuściłam list, schowałam głowę w ramiona i wybuchnęłam spazmatycznym płaczem. Czy to się kiedyś skończy?!
-Boże, co ja robię, że tak mnie karzesz?! Lubisz się nade mną pastwić? - wrzeszczałam na ile tylko mogłam. Nic mnie wtedy nie obchodziło.
Usłyszałam nieśmiałe pukanie. Akurat w takim momencie? Niech przyjdzie później, nie czuję się na siłach, żeby z kimkolwiek teraz rozmawiać...
Pukanie powtórzyło się, tym razem było głośniejsze i donośniejsze. Cholera, ludzie! Musicie teraz zawracać mi głowę?
Postanowiłam otworzyć; dla świętego spokoju. Podeszłam do drzwi i gwałtownie je otworzyłam. Moim oczom ukazał się rudy mężczyzna; ten sam, który zaczepił mnie na rynku.
-Dzień dobry... - powiedział ze skrępowaniem.
Chyba się mnie trochę przestraszył. Nie wyglądałam najlepiej; wielka śliwa pod okiem, czerwona od płaczu twarz, rude, tłuste i posklejane włosy, a do tego wściekłe spojrzenie mogły wyglądać przerażająco. Starałam się odpowiadać miło, ale trudno mi było to utrzymać; szczerze mówiąc, byłam na niego wściekła.
- Czego potrzebujesz?
- Wiesz, rozmawiałem z moim managerem i...
- Jakim managerem?
-Ach, no tak... Nazywam się Ed, jestem piosenkarzem. Kiedy usłyszałem jak grasz, to pomyślałem, że powiem o Tobie mojemu managerowi... Chciałby Cię usłyszeć.
Kiedy to powiedział, rozejrzał się oczami po moim mieszkaniu. Nie sądzę, żeby 15m2, którego jedynym wystrojem był materac, stolik, mała szafka i taboret przypadł mu do gustu. Tynk odchodził od ścian, a popękane panele błagały wręcz o wymianę.
- Wybacz mi, nie mam ani czasu, ani głowy, żeby bawić się w łażenie po Londynie.
- Proszę, zajmie to chwilę. Mam też transport.
- Posłuchaj. Nie mam pieniędzy, okradziono mnie, dostałam nakaz eksmisji i praktycznie jestem bez domu. Wystarczy, żeby zrozumieć?!
-Tak, ale...
Szybko wzięłam gitarę, zamknęłam drzwi i wybiegłam zostawiając Eda daleko za mną...
________________________________________________________________________
Siemanero C: Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, za tą kilkudniową przerwę. Problemy rodzinne itp. Ten rodział dedykuję Olci, mojemu mistrzowi, który pięknie robi zdjęcia zdjęciom.
Pozdrowionka
~Sheers
Rozdział jest w porządku. Słownictwo jest rozbudowane. :-) Radziłabym zmienić wygląd bloga, bo jest mało zachęcający. Czekam na następny. ;)
OdpowiedzUsuń