środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział III

Słońce zachodziło za horyzont. Jego kolor wahał się pomiędzy pomarańczowym, a czerwonym. Było zimno, nawet jak na październik. Wracałam do domu, nadal zaskoczona i zdziwiona spotkaniem tajemniczego mężczyzny. Raczej nie był zwykłym obywatelem Londynu. Wskazywał na to jego ubiór. Przeciętny mieszkaniec tego miasta raczej nie mógłby sobie pozwolić na markowe buty. Żałowałam trochę, że podałam mu adres. Co z nim zrobi? Chyba wolę nie wiedzieć...

Było jakoś około 18, kiedy dotarłam pod mój dom. Wyciągnęłam klucze z kieszeni płaszcza i włożyłam do zamka. Weszłam do klatki schodowej i skierowałam moje kroki w kierunku skrzynek na listy. Wejrzałam przez małe wcięcie do wrzucania korespondencji. Coś tam było. Wybrałam mały, czarny kluczyk spośród kilku innych i go przekręciłam. Wyjęłam małą kopertkę, lecz postanowiłam otworzyć ją dopiero w mieszkaniu. Weszłam po schodach, po czym znalazłam moje drzwi pośród kilku innych i weszłam. Położyłam gitarę na materacu, zdjęłam płaszcz i usiadłam na taborecie. Wzięłam kopertkę w obie ręce i rozdarłam papier paznokciem. Wyciągnęłam małą karteczkę.


"Szanowna P. Sadowski, ze względu na brak opłat za mieszkanie, za bierzący i zaległy miesiąc, jest Pani zmuszona się wyprowadzić w ciągu 2 tygodni (słownie: dwóch) i dokonać wpłaty zaległych rachunków na moje konto w ciągu 6 miesięcy (słownie: sześciu).
Właściciel."

Upuściłam list, schowałam głowę w ramiona i wybuchnęłam spazmatycznym płaczem. Czy to się kiedyś skończy?!
-Boże, co ja robię, że tak mnie karzesz?! Lubisz się nade mną pastwić? - wrzeszczałam na ile tylko mogłam. Nic mnie wtedy nie obchodziło.

Usłyszałam nieśmiałe pukanie. Akurat w takim momencie? Niech przyjdzie później, nie czuję się na siłach, żeby z kimkolwiek teraz rozmawiać...
Pukanie powtórzyło się, tym razem było głośniejsze i donośniejsze. Cholera, ludzie! Musicie teraz zawracać mi głowę?
Postanowiłam otworzyć; dla świętego spokoju. Podeszłam do drzwi i gwałtownie je otworzyłam. Moim oczom ukazał się rudy mężczyzna; ten sam, który zaczepił mnie na rynku.

-Dzień dobry... - powiedział ze skrępowaniem.
Chyba się mnie trochę przestraszył. Nie wyglądałam najlepiej; wielka śliwa pod okiem, czerwona od płaczu twarz, rude, tłuste i posklejane włosy, a do tego wściekłe spojrzenie mogły wyglądać przerażająco. Starałam się odpowiadać miło, ale trudno mi było to utrzymać; szczerze mówiąc, byłam na niego wściekła.
- Czego potrzebujesz?
- Wiesz, rozmawiałem z moim managerem i...
- Jakim managerem?
-Ach, no tak... Nazywam się Ed, jestem piosenkarzem. Kiedy usłyszałem jak grasz, to pomyślałem, że powiem o Tobie mojemu managerowi... Chciałby Cię usłyszeć. 
Kiedy to powiedział, rozejrzał się oczami po moim mieszkaniu. Nie sądzę, żeby 15m2, którego jedynym wystrojem był materac, stolik, mała szafka i taboret przypadł mu do gustu. Tynk odchodził od ścian, a popękane panele błagały wręcz o wymianę.
- Wybacz mi, nie mam ani czasu, ani głowy, żeby bawić się w łażenie po Londynie. 
- Proszę, zajmie to chwilę. Mam też transport.
- Posłuchaj. Nie mam pieniędzy, okradziono mnie, dostałam nakaz eksmisji i praktycznie jestem bez domu. Wystarczy, żeby zrozumieć?!
-Tak, ale...

Szybko wzięłam gitarę, zamknęłam drzwi i wybiegłam zostawiając Eda daleko za mną...
________________________________________________________________________
Siemanero C: Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, za tą kilkudniową przerwę. Problemy rodzinne itp. Ten rodział dedykuję Olci, mojemu mistrzowi, który pięknie robi zdjęcia zdjęciom.
Pozdrowionka
~Sheers






1 komentarz:

  1. Rozdział jest w porządku. Słownictwo jest rozbudowane. :-) Radziłabym zmienić wygląd bloga, bo jest mało zachęcający. Czekam na następny. ;)

    OdpowiedzUsuń